Ostatnio coraz bardziej wciąga mnie temat metali ziem rzadkich. Efektem tej fascynacji był mój wcześniejszy wpis o ich geopolityce, który polecam tym, którzy jeszcze go nie czytali. Im dłużej zgłębiam ten temat, tym mocniej przekonuję się, że transformacja energetyczna, do której dziś tak intensywnie dążymy, wcale nie zmniejszy presji na środowisko – wręcz przeciwnie, może ją jeszcze spotęgować.
Wiem, że to odważna teza, ale spróbuję ją dziś uzasadnić.

Zacznijmy od tego, że zielona transformacja jest nam przedstawiana jako konieczność i jedyna droga do neutralności klimatycznej. Rzadko jednak mówi się o tym, że w miejsce uzależnienia od ropy, gazu czy węgla pojawia się inne – od metali ziem rzadkich. Aby przeprowadzić tę transformację, trzeba wydobyć i przerobić gigantyczne ilości surowców: lit, kobalt, neodym czy dysproz, które są niezbędne do budowy turbin wiatrowych, paneli fotowoltaicznych czy akumulatorów do samochodów elektrycznych. Dziś niemal w całości są one wydobywane i rafinowane w Chinach. Oznacza to, że uniezależniając się od wielu krajów – Rosji, Arabii Saudyjskiej, USA czy Kataru – wpadamy w zależność od jednego państwa, które kontroluje aż 90% globalnego rynku rafinacji tych surowców.
W jednej z książek znalazłem trafne porównanie: to tak, jakby narkoman, chcąc zerwać z kokainą, popadł w uzależnienie od heroiny.
Skoro mowa o książkach, to szczególnie polecam „Wojnę o metale rzadkie1” autorstwa Guillaume’a Pitrona, francuskiego dziennikarza „Le Monde diplomatique” i „National Geographic”, zdobywcy około 30 francuskich i zagranicznych nagród w tym Nagrody im. Erika Izraelewicza za najlepsze śledztwo dziennikarskie w 2017 roku. Autor przez sześć lat prowadził śledztwo w dwunastu krajach, analizując wydobycie nowych surowców krytycznych, które stają się kluczowe w światowej gospodarce. Na podstawie swoich badań formułuje dwie główne tezy.
Pierwsza z nich dotyczy zależności od Chin – jego zdaniem, wchodząc w transformację energetyczną i przechodząc na technologie „zielonej energii”, uzależniliśmy się od Państwa Środka, które zdominowało rynek metali ziem rzadkich.
Druga teza ma charakter ekologiczny. Autor zauważa, że dążenie do bardziej „zielonej” gospodarki paradoksalnie prowadzi do jeszcze większej eksploatacji ziemi niż w przypadku wydobycia ropy naftowej. Już teraz, aby utrzymać tempo transformacji energetycznej, produkcja metali ziem rzadkich musi się podwajać co 15 lat. W efekcie w ciągu następnych 30 lat ludzkość będzie musiała wydobyć więcej surowców, niż wydobyła przez ostatnie 70 tysięcy lat.2
Autor podaje też ciekawe dane – aby uzyskać jeden kilogram wanadu, trzeba przetworzyć 8,5 tony skał. W przypadku ceru jest to 16 ton, a galu aż 50 ton. Proces rafinacji jest niezwykle złożony: wydobytą skałę trzeba najpierw zmiażdżyć, a następnie poddać szeregowi reakcji chemicznych z użyciem kwasu siarkowego i azotowego. Wymaga to dziesiątek etapów technologicznych, by ostatecznie uzyskać czysty koncentrat metalu.

Do tego wszystkiego dochodzi ogromne zużycie wody. Oczyszczenie każdej tony metali ziem rzadkich pochłania co najmniej 200 metrów sześciennych wody.3 Po procesie trafia ona zanieczyszczona do rzek i wód gruntowych, co prowadzi do degradacji środowiska – gleby stają się jałowe, roślinność ginie, a mieszkańcy terenów górniczych cierpią na nowotwory i choroby układu krążenia. Jak powiedziała chińska ekspertka Vivien Wu: „Naród chiński poświęcił swoje środowisko, by nakarmić cały świat metalami ziem rzadkich”.4
Problem nie dotyczy jednak tylko Chin. W Demokratycznej Republice Konga, która dostarcza ponad połowę światowego kobaltu, warunki pracy są dramatyczne – setki tysięcy górników z łopatami i kilofami wydobywają minerał w warunkach przypominających średniowiecze. Badania pokazują, że u mieszkańców Lubumbashi stężenie kobaltu w organizmach jest aż 43 razy wyższe niż dopuszczalne normy.5
Podobnie w Kazachstanie, odpowiadającym za 14% światowego wydobycia chromu, zanieczyszczona jest największa rzeka Azji Środkowej – Syr-daria. Naukowcy wykazali, że woda w jej dolnym biegu nie nadaje się do użytku dla setek tysięcy ludzi.6
Raport Blacksmith Institute klasyfikuje górnictwo jako drugi najbardziej zanieczyszczający przemysł świata – wyżej niż petrochemia, którą próbuje się dziś zastąpić.7 Panele słoneczne, turbiny wiatrowe czy samochody elektryczne, zanim jeszcze zaczną działać, mają już ogromny ślad węglowy. Dlatego, zdaniem autora, trzeba oceniać cały cykl życia „zielonych” technologii, a nie tylko ich końcowy efekt.
Potwierdzają to badania naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles – porównali oni emisję CO₂ związaną z produkcją samochodów elektrycznych i spalinowych. Okazało się, że produkcja elektryka jest znacznie bardziej energochłonna głównie przez konieczność wytworzenia akumulatora.8

Można tu też przytoczyć wyniki analizy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), która wskazuje, że w przypadku samochodów elektrycznych nawet 30–40% całkowitego śladu węglowego powstaje jeszcze przed pierwszym uruchomieniem pojazdu. Dla porównania, w autach spalinowych największym źródłem emisji jest etap eksploatacji – spalanie paliw kopalnych w trakcie użytkowania.
Oznacza to, że elektryki zaczynają „spłacać” swój wysoki ślad produkcyjny dopiero po przejechaniu wielu tysięcy kilometrów, a punkt równowagi zależy m.in. od miksu energetycznego danego kraju. Mam tu na myśli np. Polskę, ponieważ nasz miks energetyczny jest wciąż zdominowany przez węgiel, co znacząco opóźnia moment, w którym elektryki stają się realnie mniej emisyjne od aut spalinowych.
Porównanie emisji CO₂ w całym cyklu życia samochodów spalinowych i elektrycznych pokazuje istotne różnice w źródłach emisji. W przypadku aut spalinowych największa część śladu węglowego (70%) powstaje podczas eksploatacji, czyli spalania paliwa. Dla pojazdów elektrycznych dominują emisje z produkcji (45%) i recyklingu (20%), głównie z powodu energochłonnej produkcji baterii, natomiast eksploatacja generuje znacznie mniej CO₂ (35%).9

Drugim istotnym problemem jest recykling baterii litowo-jonowych, który wciąż obejmuje jedynie niewielki procent zużytych akumulatorów. Proces jest skomplikowany technologicznie, energochłonny i kosztowny, co rodzi pytania o rzeczywistą „zieloność” elektromobilności. Sytuację dodatkowo komplikuje wzrost liczby wycofywanych z ruchu aut elektrycznych – szczególnie w Norwegii i Wielkiej Brytanii10 – po stosunkowo niewielkich stłuczkach, głównie z powodu wysokich kosztów naprawy baterii lub braku możliwości ich regeneracji.
Bez przełomu technologicznego w odzysku metali i systemowych rozwiązań w zakresie napraw, elektromobilność może paradoksalnie generować nowe problemy ekologiczne, zamiast je rozwiązywać. Na wykresie przedstawiłem obecny poziom recyklingu baterii w Europie na tle ambitnych celów UE na lata 2025 i 2030 – skala odzysku surowców wciąż jest niewystarczająca.

Oczywiście sama idea zielonej transformacji nie jest błędna – każdy z nas chce oddychać świeżym powietrzem. Problem polega na tym, że w Europie najpierw ogłoszono daty odejścia od węgla, ropy, gazu i samochodów spalinowych, a dopiero później zaczęto zastanawiać się, jakimi technologiami to osiągnąć.
Europa co prawda posiada pewne złoża metali ziem rzadkich, lecz ich wydobycie pozostaje marginalne, co czyni ją niemal całkowicie zależną od importu. Jeszcze dekadę temu wszystkie kluczowe ogniwa powstawały w Azji, głównie w Chinach, Korei Południowej i Japonii. Dopiero ostatnio w Europie zaczęto budować tzw. gigafabryki – np. Northvolt w Szwecji czy zakłady koncernów azjatyckich w Niemczech, Polsce i na Węgrzech. Niestety Northvolt – firma, która miała być filarem europejskiej niezależności w sektorze akumulatorów, w 2025 roku ogłosiła upadłość i zakończyła produkcję w Szwecji, co było jednym z największych bankructw przemysłowych w historii tego kraju.11 Aktywa przejęła amerykańska spółka Lyten.12
Bez odpowiednich narzędzi transformacja staje się głównie sloganem. Europa ryzykuje powtórzenie dawnych błędów zależności od obcych surowców i technologii.
Guillaume Pitron pokazuje, że koszty ekologiczne i geopolityczne transformacji energetycznej mogą być czasem większe niż te związane z ropą czy węglem. Książka jest krótka i przystępna, ale momentami może wydawać się zbyt radykalna. Osobiście wolę merytoryczne, spokojne podejście, więc te fragmenty trochę mnie odciągają od faktów. Najciekawsze są jednak opisy pracy w kopalniach i fabrykach – pokazują, jak skomplikowana i kosztowna jest transformacja. Dla Europy to ważna lekcja: zanim wyznaczymy ambitne cele odchodzenia od paliw kopalnych, warto zrozumieć, jak bardzo zależymy od surowców i technologii spoza kontynentu.
A tak już na koniec powiem Wam że w przeszłości w Europie, np. we Francji i Wielkiej Brytanii, oraz w USA działały kopalnie metali ziem rzadkich. Niestety większość z nich zbankrutowała lub została wykupiona przez Chiny, które przejęły kontrolę nad globalnym rynkiem. To pokazuje, że wiemy, jak prowadzić wydobycie w sposób kontrolowany i bez nadmiernego zanieczyszczenia środowiska – problem polega na braku regulacji i kontroli w Chinach czy krajach afrykańskich.

Dodatkowo, globalny konsumpcjonizm napędza rosnące zapotrzebowanie na elektronikę, baterie i technologie „zielonej energii”, co w połączeniu z brakiem odpowiednich regulacji prowadzi do nadmiernej eksploatacji surowców i zwiększonego zanieczyszczenia. Nie musimy co dwa lata zmieniać telefonów, sprzętu AGD czy elektroniki – wystarczy ułatwić ich naprawę, np. przez wymianę baterii czy części.
Producenci powinni oferować dłuższą gwarancję i możliwość wymiany kluczowych komponentów nawet 10–15 lat po zakończeniu produkcji. W końcu najbardziej eko jest to co już masz 😉 Podobnie można myśleć o samochodach – naprawa, regeneracja akumulatorów czy części zamiennych powinna być łatwo dostępna. Takie podejście można też zastosować do mebli, narzędzi czy nawet odzieży. Przykładem może tutaj być np. polska marka 4F która uruchomiła usługę „Nie wyrzucaj, naprawiaj” i we wszystkich salonach 4F klienci mogą naprawić ubranie i dać im drugie życie.13
Często spotykamy się z rozwiązaniami reklamowanymi jako „eko”, które w praktyce nie chronią środowiska, a czasem wręcz generują dodatkowe problemy. Przykłady? Plastikowe torby oznaczone jako biodegradowalne, które w normalnych warunkach rozkładają się bardzo wolno14, jednorazowe kubki papierowe pokryte plastikiem – niby ekologiczne, ale wciąż trudne do przetworzenia15 – czy papierowe słomki do napojów, które szybko miękną i stają się bezużyteczne, a do ich produkcji trzeba ściąć drzewa i zużyć wodę oraz energię. Podobnie działają sztućce, tacki czy talerze papierowe, reklamowane jako ekologiczne – w rzeczywistości wytworzenie ich wiąże się z dużym zużyciem surowców i energii, a często nie nadają się do ponownego przetworzenia.16
Nie brakuje też innych przykładów „pozornego eko”: modne kosmetyki pakowane w bio-plastik lub kompostowalne opakowania, które w warunkach domowych nie ulegają rozkładowi17; produkty „bez plastiku”, które zawierają ukryty plastik w etykietach czy nakrętkach; czy popularne środki czystości z oznaczeniem „eko”, które w praktyce mają niemal identyczny wpływ na środowisko co zwykłe detergenty. Kupowanie tzw. „zielonych certyfikatów” energii w krajach, gdzie prąd wciąż pochodzi głównie z węgla, również daje minimalny efekt ekologiczny.

Takie działania często służą marketingowi i poczuciu, że robimy coś dla planety, podczas gdy realny wpływ jest znikomy. Dlatego warto krytycznie podchodzić do wszystkich haseł typu „eko” i sprawdzać faktyczny efekt produktów i rozwiązań na środowisko.
Wyszedł mi z tego osobisty wpis, ale wiele z poruszanych tu spraw pojawia się w moich rozmowach ze znajomymi, w dyskusjach o ekologii, technologii i konsumpcjonizmie. Chciałem pokazać, że transformacja energetyczna i „zielone” technologie nie są czarno-białe: z jednej strony potrzebujemy zmian, z drugiej – musimy je wprowadzać świadomie, analizując cały cykl życia produktów i realny wpływ na środowisko. Mam nadzieję, że tekst skłoni do refleksji i pomoże spojrzeć krytycznie na modne hasła typu „eko”, a jednocześnie dostrzec, jak wiele możemy zrobić sami – przedłużając życie naszych urządzeń, naprawiając je i wybierając produkty z rozwagą.
- https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4956338/wojna-o-metale-rzadkie-ukryte-oblicze-transformacji-energetycznej-i-cyfrowej ↩︎
- https://www.newscientist.com/article/mg24933190-400-why-using-rare-metals-to-clean-up-the-planet-is-no-cheap-fix/ ↩︎
- https://www.mdpi.com/2079-9276/3/4/614? ↩︎
- https://www.scribd.com/document/744170675/The-Geopolitics-of-the-Rare-Metals-Race ↩︎
- https://www.washingtonpost.com/graphics/business/batteries/congo-cobalt-mining-for-lithium-ion-battery/ ↩︎
- https://www.pjoes.com/pdf-104357-44465?filename=Distribution.pdf ↩︎
- https://www.pureearth.org/wp-content/uploads/2021/03/2007ar.pdf ↩︎
- https://en.wikipedia.org/wiki/Health_and_environmental_effects_of_battery_electric_cars?utm ↩︎
- https://www.cfconsulting.pl/blog/slad-weglowy-samochodu-elektrycznego-i-spalinowego ↩︎
- https://www.reuters.com/business/autos-transportation/scratched-ev-battery-your-insurer-may-have-junk-whole-car-2023-03-20/?utm ↩︎
- https://www.samar.pl/wiadomosci/upadlosc-northvolt-w-szwecji-2025 ↩︎
- https://biznes.pap.pl/wiadomosci/firmy/lyten-przejmuje-wszystkie-pozostale-aktywa-northvolt-w-szwecji-i-niemczech ↩︎
- https://www.otcf.pl/dla-mediow/aktualnosci/nie-wyrzucaj-naprawiaj ↩︎
- https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C76859%2Cbiodegradowalne-torby-rozkladaja-sie-zbyt-wolno.html ↩︎
- https://www.national-geographic.pl/nauka/wszyscy-bylismy-w-bledzie-papierowe-kubki-wcale-nie-sa-ekologiczne/ ↩︎
- https://sklep.allbag.pl/blogs/news/czy-niekompostowane-talerzyki-papierowe-sa-lepsze-dla-srodowiska-od-plastikowych ↩︎
- https://ekobezkantow.pl/blog/czy-opakowania-kosmetyczne-moga-byc-eko/ ↩︎


Dodaj komentarz